piątek, 13 lipca 2012

Rozdział trzeci

Odkąd odzyskałam przytomność w Obozowym Szpitalu wciąż nie potrafię uwierzyć w to gdzie jestem. Siedziałam w salonie wielkiego domu Dionizosa. Cały domek był wybudowany z jasnego drewna z czego nie posiadał okien, tylko wielkie „dziury”, które pozwalały doglądać naszego ogrodu, gdzie rosły najpiękniejsze i najdorodniejsze winorośle jakie ja kiedykolwiek widziałam. Moi bracia mieli hopla na ich punkcie. Tak, mam braci i tylko braci. Dionizos bardzo rzadko ma córkę. Podobno ostatnia z nich umarła pół wieku temu. Cóż… Mogę czuć się wyjątkowo, chyba…
 Nie miałam okazji się spotkać z moim ojcem, Dionizosem. I wciąż nie potrafię uwierzyć, że bogowie greccy istnieją naprawdę, że bohaterzy mitów, które czytałam w podstawówce są moją… rodziną?
 - Cześć siostra! – do salonu wszedł jeden z moich braci. – Kurde, nie potrafię się przyzwyczaić, że mam siostrę i że w ogóle tutaj będzie mieszkać…
 - Taa… - uśmiechnęłam się do niego.
 - Dobra Siostra ja idę przypilnować naszych chłopaków – uśmiechnął się i wyszedł z salonu.
 Zabrałam kieliszek z winem i poszłam do swojego pokoju. Był on na parterze, co mi się nie podoba, ale bracia mówią mi, że tutaj nikt i nic mi nie grozi. Za oknem widziałam jakieś drzewa i krzewy. Wyjrzałam przez okno. Wszystko tutaj było inne niż w naszym „normalnym” świecie. Mieszkańcy obozu nosili swoje obozowe stroje bojowe, co we Włoszech nie jest codziennością, chociaż faktycznie, może w Grecji to normalne?
 Spojrzałam się na prawo, gdzie ujrzałam w krzakach kozę! O przynajmniej coś, co trzyma ich ze zewnętrznym światem to normalne zwierzęta. Tylko musiała nieźle być rozpuszczona, bo zady ma trochę zaokrąglone.
 - Hej! – zaczęłam krzyczeć przez okno jak nienormalna – No chodź tu do mnie Skarbie, Koziczko!
 Nie do wiary! Mówię do jakiegoś zwierzaka, chociaż on i tak mnie nie zrozumie. Nawet nie zwracał uwagi, że ktoś się odzywa.
 - A może to samiec? – uniosłam swoje brwi, co musiało wyglądać przezabawnie. – No Koziołku! Podejdź do mnie!
Spojrzałam na doniczkę, która stała na parapecie. Moi bracia nawet kwiatki uprawiają? Co to za ludzie?!
 Zerwałam jednego i znowu próbowałam zachęcić kozę, żeby się odwróciła i podeszła do mnie.
 - No Koziczko! – mój głos nabierał już błagającą barwę.
 Ze strony zwierzaka pojawił się już jakiś ruch.
 - Meee… - kudłaty się podniósł  i odwrócił w moim kierunku. – Wypraszam sobie, nie jestem żadną kozą.
 Nie wiadomo, kiedy zaczęłam piszczeć jak najęta. Chyba pierwszy raz z moich strun wydobywają się tak wysokie dźwięki. Odsunęłam się od okna i wpadłam na moje łóżko. Z przerażeniem patrzyłam na postać, która stała na dworze. To był pół kozioł pół człowiek.
Nogi miał obrośnięte jakąś brązowawą sierścią, która w niektórych miejscach się pokręciła, a od połowy w górę to był chłopak o ciemnych włosach i jasnoniebieskich oczach.
 Do pokoju wpadło troje moich braci i w tej chwili zdałam sobie sprawę, że nie przestałam piszczeć.
 - Co się stało? – zapytał Ben, najbardziej odpowiedzialny chłopak w naszym domku.
 - To…znaczy się..bo…on.. – próbowałam wydusić z siebie jakieś słowo, ale coś mi marnie wychodziło.
 Do mojego pokoju wszedł Dylan w swoim rynsztunku bojowym. Chyba już zaczął już trenować. Podobno on też jest dzieckiem boga, a dokładniej Apollina, wiec już wiem skąd to zamiłowanie do muzyki. Spojrzał na mnie w stylu: Dobrze się czujesz?
 - Co jest ? – zapytał moich braci. Oni tylko pokazali głowami w moim kierunku. – Hanna?
 - Yyy…no… - znowu patrzyłam na przerażającą postać za oknem.
 - Aaa… Już wiem, o co chodzi. Mówi, że ten Kozioł…
 - Nie jestem żadnym kozłem… meee… - zabeczał.
 - To jest satyr. – poprawił go Ben.
 - No właśnie.. – kontynuował mój przyjaciel. – Mówi, że on jest przerażający, i nie miała okazji nigdy wcześniej zobaczyć kogoś podobnego… I coś jeszcze pominąłem? – nachylił się nade mną. – Aaaa… i miło cię poznać Satyrze. – uśmiechnął się w swoim zwycięskim uśmiechu.
 Nabrałam kilka wdechów i podeszłam do okna. Trochę się jeszcze obaw podeszłam do okna. Wyciągnęłam przed siebie rękę.
 - Nazywam się Hanna… i przepraszam za moje mało odpowiednie zachowanie wobec ciebie.
 - Nic się niestało. Nie jesteś pierwszym herosem, który na mój widok tak reaguje. Nazywam się Karol  i jestem satyrem, który jest odpowiedzialny za twój dom…
 - Wspaniale. – uśmiechnęłam się.
 - Hurra! – do mojego pokoju wpadł Peter, który jak się okazje jest najstarszy w naszym towarzystwie, ale zachowuje się jak typowe dziecko. – Ojciec dał mi znać, że pojawi się na dzisiejszej uczcie!
 - No to widzę Hanno, że już dzisiaj poznasz swojego ojca. – powiedział satyr.
 Wszyscy wyszli z pokoju, kiedy zrozumieli o co jemu chodzi. Podeszłam jeszcze bliżej starego Kozła. Spojrzałam w jego jasne oczy, które musiały już tyle widzieć. On się delikatnie do mnie uśmiechnął, a w jego oczach pojawiły się iskierki.
 - Coś się stało? – zapytałam.
 - Wiesz, że od wielu lat nie miałem okazji zobaczyć córki Dionizosa? One zawsze są wyjątkowo piękne… Pamiętam jeszcze Elisabeth. Była zawsze taka radosna i kochała wszystko co się wokół niej działo… Jesteś taka podobna. Macie coś z ojca…
 - Dlaczego jest tak mało córek Dionizosa?
 - Nie zasłużył sobie na to, żeby mógł je mieć. To jest kara Reji za, hmm… sam nie wiem za co. Za jego bycie? No cóż… - uśmiechnął się do mnie. – Haniu, chcę ci powiedzieć, że twój ojciec może być trochę inny niż reszta ojców…
 - Yyy… to na pewno – uśmiechnęłam się. – Mało kto ma boskiego ojca.
 - Nie chodzi mi tutaj o jego boskość, ale o jego bycie. Możesz sobie pomyśleć, że to pusty, zimny człowiek, któremu nie zależy na swoich dzieciach, tylko na winoroślach, które hodują twoi bracia.
 Usłyszałam czyiś śmiech. Odwróciłam się i ujrzałam mężczyznę o czarnych włosach i pięknych zielonych oczach, które przypominały mi pola na których rosły urodzajne krzewy.
 - Karol, już straszysz? – zapytał swoim przyjemnym głosem.
 - Wybacz Panie. – zrobił lekki ukłon w jego stronę i szybko na swoich krótkich nóżkach pobiegł w stronę boiska do piłki nożnej.
 Spojrzałam w kierunku mężczyzny, który przyglądał mi się tak uważnie jakby próbował zapamiętać każdy mój centymetr. Czułam się odrobinę zakłopotana. Sama nie wiedziałam jak zareagować. Czyżby właśnie przede mną stał mój ojciec? Mam się ukłonić? Coś powiedzieć? Uśmiechnąć się?
 Zagryzłam delikatnie wargę i podeszłam bliżej mojego łóżka.
 - To ty jesteś tą słynną moją córką. – w jego głosie nie słyszałam żadnych emocji. – No nareszcie się Reja nade mną zlitowała… - uniósł oczy do góry.
 - Miło cię poznać… - wypaliłam pierwszy lepszy tekst.
 - Wątpię… No cóż dla formalności: Bardzo się cieszę, że ciebie mam. Mam nadzieję, że będziesz mogła się tutaj czuć jak w domu…
 - Tak na pewno nie będzie. – przerwałam mu. – Dlaczego ty taki jesteś?
 - Taki czyli jaki? Chyba nie wierzysz temu głupiemu Satyrowi…
- Nie.. – pokręciłam głową. – Jesteś tutaj parę minut, a ja już mam ochotę wrócić do mojego ojczyma… Zawsze sobie ciebie inaczej wyobrażałam… No cóż, czasem tak jest, że nasze oczekiwania się różnią od prawdziwej rzeczywistości…
 Do pokoju wszedł Ben, który był zaczytany w jakiejś książce o winach. Nawet nie zauważył obecności naszego ojca. Usiadł na moim łóżku jakby nic się nie stało.
 - Hmm… Musiałbym, kiedy wpaść do twojej winnicy… - odezwał się. Uniósł swój wzrok i zobaczył, że odwiedził nas ojciec. – Ojcze… - na ziemię upadła mu książka i pośpiesznie wstał – Nie spodziewałem się ciebie tak wcześnie, proszę o wybaczenie… - zrobił delikatny ukłon w jego stronę.
 - Nic się nie stało. – uśmiechnął się do chłopaka. – Ben? Jak tam uprawa nowego rodzaju krzewu?
 - Hmm… Ciężko, ale myślę, że w przyszłym roku będziemy mogli już spokojnie zacząć je hodować.
 Dionizos pokiwał w zamyśleniu głową. Spojrzał jeszcze na mnie i znowu przyglądał mi się jakby próbował mnie zapamiętać na pamięć.
 Wyszedł z pokoju zostawiając mnie i Bena samych.
 - Teraz już wiesz o czym mówił Satyr… - szepnął do mnie.
 - On zawsze jest takim Burakiem?
 - Słyszałem! – odezwał się boski głos.
 Ja tylko poczułam, że się czerwienię. Ben pogłaskał i wyszedł z pokoju. Ja postanowiłam się przejść po obozie. Może poznam jeszcze jakieś wybryki natury. Niesamowite jak duży jest ten obóz i jak piękny… Wszystko tutaj jest dopracowane do każdego szczegółu.
 Ujrzałam wkurzoną Zoey stojącą przy manekinie i próbującą go zadźgać, ale chyba jeszcze nie ma wprawy w trzymaniu i posługiwaniu się tą bronią. Powoli podeszłam do niej, uważając, żeby jakimś dziwnym trafem mnie poćwiartowała.
 - Hej Zo… - uśmiechnęłam się do niej.
 - Siema – znowu próbowała zaatakować, ale miecz wypad jej z rąk. – Co to za głupota! Ugh! Nienawidzę tego miejsca albo nie! Nienawidzę tego idioty, palanta, durnia, suk…
 - O kim ty mówisz? – przerwałam jej.
 - O moim ojcu, a o kim innym? – spojrzała na mnie tak jakby to było oczywiste. – Dałam mu twarz, więc prawie jesteśmy kwita… A teraz wybaczysz, muszę coś rozwalić.
 Pokiwałam głową i poszłam dalej w poszukiwaniu Dylana, może on będzie miał ciekawszy dzień?
 Weszłam na wielkie boisko do piłki nożnej. Wspaniale! Rozgrywają jakiś mecz! I to jeszcze chłopacy!
 Usiadłam na trybuny i zaczęłam się przyglądać ich rozgrywkom. Teraz wiem, że przynajmniej to jest normalne, bo wszystkie zasady się z tamtego świata.
 - Oł je! Dawać dzieci Hermesa! Oł je! – spojrzałam na prawo i ujrzałam chłopaka, który wyginał się i z pomponami w ręku próbował zachęcić swoją drużynę do wygrania.
 Parsknęłam śmiechem, co musiał zauważyć, przecież jesteśmy tutaj sami. Odłożył swoje pompony i z wielkim uśmiechem na twarzy podszedł do mnie.
 - O! Hej! Jesteś nowa tutaj, prawda? – podał mi rękę. – Jestem Christopher.
 - Zgadza się i jestem Hanna.
 - Ładne imię, takie słowiańskie i w ogóle… Z jakiego domku jes… Co ja mówię, przecież do obozu trafiła trójka nowych herosów dzieci Apollina, Dionizosa i Zeusa, a więc jesteś za ładna jak na córkę Apollina, jemu tylko wychodzą synowie, za miła jak na córkę Zeusa, jemu to się trafiają same „pyskacze” – hmmm…. Chyba można się zgodzić – No, a jeżeli chodzi o Dionizosa to od dawna nie miał córki i na dodatek jesteś bardzo piękna, więc pasujesz właśnie tam…
 - No, no, no… - uśmiechnęłam się. – A ty jaki domek?
 - Oczywiście, drużyny wygrywającej. – pokazał mi głową na tablicę z wynikami, która pokazywała 1:0 dla domku Hermesa. – Jak chcesz mogę cię oprowadzić, ale muszę powiedzieć, że moje ADHD odpowiada samo za siebie i nie możesz mnie za nie winić!
 - W porządku! 



Zapraszamy do Zakładek Potwory i Mity! 
Z pozdrowieniami: 
Kinga  i Bujka!! 
<3 <3 <3   

7 komentarzy:

  1. Rozdział mi się podoba nic bym nie zmieniła.
    Czekam na następny. <3
    Zapraszam do mnie, nowy rozdział : http://1d-zakazanamilosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma to jak chłopak z ADHD ;D
    Czekam na więcej .;*

    OdpowiedzUsuń
  3. ehem świetny rozdział muszę przyznać ^^ dodaję do obserwowanych ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Uhuhu, przeczytałam na raz dwa rozdziały i nie wiem co mówić. Błędów jest mnóstwo, czasami się gubię w tych chaotycznych notkach, ale ogólnie rzecz biorąc fabuła może nie być taka zła ;]. Mam nadzieję, że akcja się jakoś fajnie rozwinie :). I piszcie więcej opisów.
    A jeżeli chciałybyście, żeby Wasz blog został poddany szczegółowej ocenie zapraszam na: www.literacka-krytyka.blogspot.com - Mamy naprawdę fajną kadrę, która chętnie podzieli się swoją wiedzą, pozwoli wyeliminować wszelkie błędy i udzieli wielu cennych porad odnośnie pisania ;)
    Zapraszam i czekam na kolejny rozdział :)
    Jeśli możecie, to informację o nowych notkach zostawiajcie w zakładce "Spam" :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. W końcu natrafiłam na bloga o takiej tematyce. Uwielbiam Percy'ego Jacksona i mity greckie, spokojnie mogę powiedzieć, że R. Riodan dorównuje pod względem pisania J.K.Rowling czy Tolkienowi.
    Jesteście normalnie moimi boginiami, chwała wam za stworzenie tego cuda.
    ADHD górą ♥
    Szybko dodawajcie kolejny rozdział :)
    + Zapraszam do siebie
    http://summerparadisewith1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Córka Dionizosa? :D A więc musi dużo pić i imprezować (brzmi niczym stereotyp przeciętnego nastolatka, imprezka, piwo i drinki) :D żeby tylko się winem nie zapiła O_o Błędów trochę jest, chaosu też. Sprawdzaj notki przed opublikowaniem i... usuń kursywę. Ciężko się czyta. Pozdrawiam i zapraszam do siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem świadoma, że jest wiele błędów, bo to pisałam jeszcze przed moim wyjazdem i już zabrakło mi czasu na poprawki...

      Usuń